Wady i zalety pracy z domu

utworzone przez | Mar 13, 2018

Wady i zalety pracy z domu

Myślę, że jestem jedną z niewielu osób w Polsce, która w zasadzie całe swoje zawodowe życie – czyli już ponad dekadę – przepracowała z domu. Dla większości jest to bowiem albo etap, albo epizod, albo wyczekiwana jakościowa zmiana, która następuje np. po rzuceniu pracy etatowej i rozpoczęciu własnej działalności. U mnie odbyło się to w dość niestandardowy sposób: w połowie drugiego roku studiów dostałam propozycję „dorobienia sobie”, którą radośnie przyjęłam. Nie miałam nawet 21 lat i nie wiedziałam, że wszystko, co robię, spełnia znamiona pracy etatowej – byłam przekonana, że złapałam pana Boga za nogi. Zresztą, w dużej mierze tak właśnie było: moje codzienne zadania sprawiały mi ogromną przyjemność i mogłam je bardzo łatwo połączyć ze studiami stacjonarnymi (przez większość czasu były to dwa kierunki, później doktorat i prowadzenie zajęć na uczelni), a pieniądze były dobre. Z czasem, kiedy mój pracodawca coraz bardziej stawał się korporacją, doszły do tego comiesięczne wycieczki na spotkania redakcyjne, ale rdzeń moich obowiązków wciąż stanowiło pisanie tekstów i wydawanie serwisu internetowego zza własnego biurka.
Przez ten czas napisałam ponad 20 tysięcy tekstów, drugie tyle sprawdziłam i poprawiłam, przerobiłam setki terabajtów danych, obrobiłam tysiące pikseli zdjęć, umieszczałam to wszystko na stronie i zarządzałam kilkuosobowym zespołem. Jak możecie się domyślić, był to bardzo pouczający czas.

Czy praca z domu jest dla mnie, czyli nie taki znów „Netflix and chill”

To pytanie zadałam sobie, paradoksalnie, dopiero po 10 latach pracy z domu. Dlaczego właśnie wtedy? Bo wcześniej wykonywałam obowiązki zlecone, wynikające ze specyfiki funkcjonowania serwisu i wydawania go, gdzie deadline sprowadzał się najczęściej do „na już”. Po prostu nie mogłam nie pracować, wstać później czy uciąć sobie drzemki, odejść od komputera na dłużej, niż pięć minut, zrobić prania, obiadu czy zakupów, albo poleniuchować na kanapie z pilotem w dłoni i Netflixem przed oczami. Idąc „na swoje” z jednej strony uwolniłam się od stresu związanego z prowadzeniem portalu „tu i teraz”, z drugiej zaś zobowiązałam sama siebie do trzymania konkretnego reżimu, który zestawiony został z upajającą wręcz dozą wolności.

O czym trzeba pamiętać, pracując z domu? Skowronki, sowy, psy i koty

Jak zatem sprawdzić, czy praca z domu jest dla Ciebie? Na pewno potrzebna jest spora doza samodyscypliny i usystematyzowania działań. Ja założyłam sobie, że spotkania z Klientami odbywam w godzinach porannych, staram się maksymalizować ich ilość w jednym dniu. Reszta przeznaczona jest na pracę kreatywną – bardzo źle czuję się, jeżeli codziennie, od poniedziałku do piątku, muszę wychodzić z domu. Dobrze jest wstawać mniej więcej o tej samej godzinie i, co za tym idzie, kłaść się o podobnej porze. Z wiekiem dochodzę do wniosku, że jednak porze wcześniejszej, niż późniejszej, chociaż mam świadomość, że są to predyspozycje bardzo osobiste. Mnie bardzo długo wydawało się, że jestem sową, uwielbiam siedzieć po nocach i jestem wtedy diablo pomysłowa, ale teraz… No cóż, może nie jestem typowym skowronkiem, na pewno jednak nie jestem też sową.
Absolutną koniecznością jest też optymalne, przyjazne środowisko pracy. Bezwzględnie należy oddzielić strefę zawodową i kreatywną od strefy relaksu i odpoczynku. Lata spędziłam z laptopem w łóżku, w dziwacznych pozycjach, opierając plecy o zimną ścianę i manewrując między bytującymi w nim książkami, notatkami oraz psem imieniem Edward, za co kręgosłup dziękuje mi do dzisiaj. Mój mąż, ówcześnie jeszcze chłopak, złapał się za głowę widząc, w jakich warunkach spędzam nawet do kilkunastu godzin dziennie i zaordynował zakup biurka i wygodnego (koniecznie!) fotela. Zabronił też zabierania komputera do łóżka. Posłuchałam, co było oczywiście jedną z lepszych decyzji w moim zawodowym życiu. Patrząc wstecz zastanawiam się, co mną powodowało – bo o ile za czasów typowo studenckich, kiedy zorganizowanie stanowiska pracy było znacznie trudniejsze, głównie ze względów lokalowych, to po zakupie własnego mieszkania nic nie stało na przeszkodzie temu, żeby pożegnać czasy partyzantki.

Czym praca z domu różni się od pracy z biura, czyli o raju z Ikei i Tigera

Na przyjazne środowisko w moim oglądzie składa się również czyste biurko. Nie zrozumcie mnie źle – za mną mogą toczyć się sceny dantejskie z udziałem książek, segregatorów, ubrań i śpiących na tym wszystkim kotów. Dopóki jednak cały ten chaos nie wchodzi w moje pole widzenia, wszystko jest w porządku. Oczywiście w idealnym świecie wszyscy mamy oddzielne, świetnie wyposażone, lśniące czystością i powalające funkcjonalnością gabinety, jednak wiem też, że – czy to pracując z domu, czy z biura – osiągniecie tego ideału nie jest możliwe dla wszystkich. Tu z pomocą bez wątpienia przychodzą wszelkiego rodzaju gadżety, pudełka, segregatory i inne. U mnie rządzą oczywiście Ikea i Tiger, chętnie zaglądam też do H&M (szczególnie na wyprzedaże online) oraz Biedronki czy Netto, gdzie często pojawiają się różne fajne biurowe i biurkowe cuda w bardzo przystępnych cenach. Jako przedsiębiorczyni współpracuję też ze świetnie zaopatrzoną hurtownią, która w krótkim czasie jest w stanie wyczarować – i, w razie potrzeby, dostarczyć – wszystko, czego osoba pracująca z domu może potrzebować. Jak wiadomo, tusz i papier w drukarce kończą się zawsze w nieoczekiwanym momencie.

Czy praca z domu jest lepsza od pracy z biura?

O, i to jest świetne pytanie. Świetne, bo w zasadzie nie ma na nie odpowiedzi. Ja, kształtując się jako pracownik we własnych czterech ścianach, cierpiałam niemalże fizycznie, gdy dwa dni w miesiącu musiałam spędzić w siedzibie firmy i tam, biureczko w biureczko z innymi media-mróweczkami, oporządzać swoją grządkę. Ratowały mnie jako tako słuchawki, chociaż co mi po nich, skoro mogę słuchać muzyki, ale nie bardzo jednak powinnam śpiewać? Co mi się, oczywiście, zdarza notorycznie w domu (ku uciesze moich kotów). Współpracowałam jednak jako wydawca z redaktorami, którzy do tej pory wykonywali swoje obowiązki z biura, a zamiana na domowe pielesze z laptopem wyraźnie im nie służyła – mieli kłopoty z organizacją czasu pracy, a zdrowe rozdzielenie życia osobistego i zawodowego zajęło im kilka miesięcy.
Praca z domu jest lepsza od pracy z biura, jeżeli umiesz zmusić się do systematyczności – albo, jeszcze lepiej, z natury jesteś osobą zorganizowaną. Jest lepsza również wtedy, kiedy masz możliwość stworzenia sobie zoptymalizowanego stanowiska pracy: z uporządkowanym, czystym biurkiem, wygodnym, ergonomicznym fotelem i dobrym, zdrowym oświetleniem. Najlepiej też, żeby stanowisko to było w innym pomieszczeniu (pewno nie w sypialni!), albo chociaż oddzielone od strefy prywatnej – odpoczynek jest bowiem najważniejszy, trudno być efektywnym i kreatywnym, jeżeli jest się w pracy „na okrągło”.
Trudno mi z kolei powiedzieć, czy praca z domu jest lepsza czy gorsza dla osób posiadających dzieci. Z jednej strony nieocenione jest zaoszczędzenie czasu spędzanego na dojazdach i całej logistyce okołopracowej, która odpada, kiedy „pójście do pracy” sprowadza się do wyjścia z sypialni i poczłapania do biurka. Z drugiej jednak strony trudno skupić się na wykonywanych zadaniach – szczególnie w przypadku młodych, świeżo upieczonych rodziców – mając za ścianą latorośl, nie daj boże z jakiegoś powodu niepocieszoną. Przestrzeń, w której pracujemy, zwłaszcza kreatywnie, musi być w pewien sposób „mentalnie sterylna”, zewsząd komfortowa i, co bardzo ważne, nie obniżać drastycznie naszej wydajności. W niektórych przypadkach będzie to trudne do osiągnięcia w warunkach domowych, w szczególności bez wsparcia i zrozumienia ze strony partnerki lub partnera.

Kto powinien zdecydować się na pracę z domu? Pułapki bycia sobie szefem

I tu dochodzimy do sedna sprawy: właściwego układania priorytetów i proporcji, które działa w obie strony. Łatwo jest się zarówno „zapomnieć”, wpaść w wir pracy, nie wyłączać komputera, ciągle sprawdzać maila, bo „coś”. Ale nietrudno też odkładać wszystko na później, podchodzić lekkomyślnie do deadline’ów i w efekcie być zmuszonym do nadrabiania wszystkiego w jedną noc, co odbija się nie tylko na jakości naszej pracy, ale i na naszym zdrowiu. Oprócz hierarchii ważności i umiejętności rozdzielania życia zawodowego i życia prywatnego, trzeba mieć świadomość tego, że zawsze będą się one nieco przeplatać. Ja staram się przekuwać ten aspekt w coś dobrego: kiedy mam kawałek wolnego czasu i wpadnie mi do głowy jakiś ciekawy pomysł, od razu zaczynam jego realizację. Z drugiej strony, kiedy teoretycznie powinnam pisać, ale mam spadek nastroju i wybitnie mi nie idzie, mogę pozwolić sobie na leniwą kawę, głaskanie kotów, a może nawet na odcinek aktualnie ulubionego serialu, co pozwala mi się odprężyć i wrócić na właściwe tory. Bywa, że boję się zachwiania tych proporcji, ale wiem, że czasem muszę sama sobie trochę odpuścić – łatwiej wtedy spojrzeć na wszystko z odpowiedniej perspektywy, zamiast katować się w pogoni za wyimaginowaną produktywnością.
Cóż, nie zdziwi Was chyba, że ja zawsze będę optować za pracą z domu – u mnie sprawdziła się i dawniej, kiedy byłam etatowcem i sprawdza się teraz, kiedy prowadzę własną firmę. Większość nawyków wykształciłam w sobie podczas 10 lat pracy dla dużej korporacji, a teraz łatwiej przekuć mi je w zasady, którymi kieruję się „na swoim”. Przez ten pryzmat patrzę też w kontekście zalet i wad takiego rozwiązania – sama sobie jestem Królową, i chociaż zdarza się, że w moim Królestwie czasem panuje lekki chaos, nadal jest ono moje.
I budowania własnych, firmowo-domowych Królestw, wszystkim Wam życzę.